Kategorie
Psy

Nauka karności (przychodzenia psa na zawołanie)

Nauka karności (przychodzenia psa na zawołanie) jest w zasadzie bardzo łatwa, opiera się bowiem na instynkcie sfory przejawiającym się w formie przywiązania do przewodnika. Jeśli jest tyle psów tresowanych według anegdotycznej formy „chodź tu albo nie”, po czym rzeczywiście pies czasem przychodzi, a czasem nie, jest to wynik tak częstego niezrozumienia psychiki psa. Chodzi o to, by wytworzyć w psie odruch, że po sygnale dźwiękowym, np. „chodź tu”, albo odpowiednim gwizdnięciu (stale tym samym, lecz odmiennym od wydawanych w innych okolicznościach), czy też sygnale optycznym (nachylenie się pana z poklepywaniem własnego uda) następuje działanie przyjemne dla psa — podanie smacznego kąska lub głaskanie.

Aby nauczyć psa karności, nie można stwarzać sytuacji, że sygnał przywoływania może być również zapowiedzią czegoś przykrego czy nawet bolesnego. Pamiętajmy, że pies chętnie przychodzi do pana, nie wykona jednak tej czynności wtedy, gdy albo ma przed sobą perspektywę czegoś bardziej atrakcyjnego (pogoń za suką czy kotem), albo gdy przyjemność zbliżenia się do pana łączy się z obawą doznania jakiejś przykrości.

Już od chwili nabycia psa powinniśmy wołać go tylko do rzeczy przyjemnych (karmienie, zabawa, spacer), aby nie powstało u niego skojarzenie wołania z przykrością wyrządzaną mu przez pana. W ten sposób nasz pupil nie nabiera złych doświadczeń i ma do nas zupełne zaufanie, którego nigdy nie powinniśmy zawieść.

Stworzywszy tak obiecujący dla obu stron stan rzeczy, wyruszamy z psem na spacer. Pies idzie wpierw na lince, potem wolno przy nodze, wreszcie posyłamy go „naprzód!”, a po paru minutach przywołujemy do siebie. Wołanie pana jest przyjemne, tym bardziej, że nosi on ze sobą smaczne kąski — nagrodę za prędki powrót. Pies więc szybko i chętnie przybiega na sygnał.

Pan, zadowolony z psa, uwalnia go znów sygnałem „naprzód!”. I teraz zaczyna się psia tragedia, wynikająca z wzajemnego nieporozumienia. Nasz pełen temperamentu i ciekawości życiowej pupil wypłoszył przypadkowo gdzieś pod miedzą zająca. Zając, jak to zając, nie ciekaw psich znajomości zaczyna uciekać, zgodnie ze swą naturą. Dla psa otworzył się nowy świat. Pierwszy raz w swym półrocznym życiu poznał tak atrakcyjny zapach. Źródło zapachu w dodatku ucieka. W naszym psie budzi się zew krwi, a odwieczny instynkt pogoni za łupem każe mu udać się w pościg co sił w nogach. Właściciel niestety jest innego zdania i woła lub gwiżdże. Pies jednak tak jest zajęty nowym przeżyciem, że nie reaguje na wołania. W danej chwili sygnał ,,chodź tu” kojarzy się wprawdzie ż miłymi wspomnieniami, ale pogoń za nieznanym łupem, którego ucieczka budzi niewygasłe instynkty, jest znacznie przyjemniejsza. Postępuje więc jak dziecko, które mimo dobrego wychowania wybiera rzecz przyjemniejszą. Pan zaś zostaje i gniewa się na ,,nieposłusznego’’ psa, który wolał usłuchać głosu krwi swych przodków niż głosu przewodnika. W miarę jak pogoń się przedłuża, rośnie oburzenie pana na postępek psa i zbiera się gniew, który jak zawsze, tak i tu okazuje się najgorszym doradcą.

Wreszcie „Łobuz” stracił z oczu zająca i wraca w wesołych podskokach. Pan zaś chwyta go brutalnie za kark i wśród objawów gniewu bije przy akompaniamencie kazania, w którym zwykle padają słowa: „Wołałem cię Łobuzie chodź tu!” itp. Pies nic z tego nie rozumie, a jedynie umysł jego rejestruje: Zapach zwierzyny był ciekawy, pogoń rozkoszną przyjemnością, powrót zaś spowodował przykrość, której towarzyszyły dźwięki „Łobuz” i „chodź tu!”, dotychczas zawsze tylko w miłych okolicznościach słyszane.

Tak powstaje zdezorientowanie i nieufność do pana, gdyż dźwięki „Łobuz” i „chodź tu!” skojarzone zostały z przykrymi skutkami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *